WTF?

„Dla Twego zdrowia życia bym nie skąpił, po Twą spokojność do piekieł bym zstąpił…” Jeszcze chyba tyle nie myślałam, zawsze dużo myślałam (czytaj: martwiłam się) ale aktualnie mam jeszcze więcej czasu ze względu na urlop macierzyński, także patrzę na nią śpiącą i myślę sobie jeszcze więcej.

Każdy rodzic chce jak najlepiej tylko co to „najlepiej” oznacza w dzisiejszych czasach? Czy Istotka ze zdjęcia potrzebuje dizajnerskiejgo kompletu z szarej dresówki i grająco mrugającej plastikowej chińszczyzny? Będzie potrzebowała tableta, telefonu i spotkań towarzyskich polegających na siedzeniu obok siebie i grzebaniu w telefonach, czy czystej pitnej wody, czystego powietrza i całej gamy umiejętności społecznych, które umożliwią jej nawiązanie prawdziwych relacji z rodziną, przyjaciółmi i przyszłymi współpracownikami?

Na każdym kroku dociera do mnie, że świat się zmienił. Te wszystkie wpisy i memy na Fejsie o tym jak to fajnie było spędzić dzieciństwo na trzepaku czy przewijać kasetę ołówkiem. Czytam starszemu synkowi opowiadanka „O niesfornych króliczkach” (jak mi się wydaje napisane już jakiś czas temu) gdzie mama króliczka zastając Puszka na konstruowaniu huśtawki ogranicza się do zdania: „Tylko proszę cię, zamocuj ją mocno, tak żeby się nie urwała i żebyś nie spadł.” i idzie dalej do swoich spraw. Wszystkie artykuły o tym jak wychowujemy niezbyt rozgarnięte towarzystwo ze względu na naszą nadopiekuńczość, ba, ostatnio słyszałam, że na rozmowy kwalifikacyjne w jednej firmie kandydaci zaczynają przychodzić z rodzicem. W końcu to syfne powietrze, o którym tak głośno ostatnio? Quo vadis? Albo bardziej współcześnie WTF?

Tak, nie mamy czasu bo musimy pracować, tak, inne dzieci mają te wszystkie gadżety, tak, w wiadomościach pełno strasznych newsów na temat tego co się może przydarzyć dziecku i „gdzie w tym czasie byli rodzice?”, tak, ocieplenie klimatu to może być bujda na resorach jak uważa nasz rząd a co gorsza również prezydent elekt w USA. A co jeżeli nie? Dlaczego „dziś” zaprząta nam głowę zdecydowanie mocniej niż „jutro”, chociaż jutro może nieść katastrofalne skutki? W pojedynkę świata nie zbawię – a co jeżeli zbawisz? Potrzebuję chwili spokoju i tablet ląduje w rękach małego dziecka a co jeżeli robię mu tym krzywdę? Nie wspomnę już jak smutnym widokiem było oglądanie posiłków na wakacjach kiedy Młody miał niecałe dwa lata – owszem nie było to spokojne rodzinne biesiadowanie tylko raczej mordęga i gonitwa za nim na zmianę ale jakoś nie mogliśmy się przełamać i zaserwować mu telefonu czy tableta jako przystawki jak 80%-90% rodziców dookoła, no nie wiem jakoś nie czuliśmy, że to byłoby ok. To byłoby takie niekomfortowe uczucie jak wyrzucenie chleba czy zniszczenie książki. Wiecie o co chodzi? No jakoś tak się nie robi chyba?

Chce spróbować żyć inaczej. Nie, nie chce rzucić korpo i wyjechać w Bieszczady, chcę spłacać kredyt i oddychać warszawskim smogiem ale chcę też zatrzymać się od czasu do czasu, zastanowić się, zmienić w swoim życiu dziś jedną rzecz a jutro drugą, a jak jutro nie będę miała czasu to pojutrze, nieważne.

Wierzę, że może być lepiej, czyściej, zdrowiej, jakoś bardziej społecznie. Piękniej.

1 komentarz

  1. Aniu, w punkt! Jakbyś czytała w mojej głowie 🙂

Dodaj komentarz