Pierwsze kroki w ograniczaniu śmieci

Zanim dojdziemy do poziomu „pro” czyli jednego słoika rocznie 🙂 trzeba zrobić pierwszy krok.

Niektóre sposoby są łatwiejsze od innych. Chyba warto zacząć od przeanalizowania zasad „R”, którymi posługują się zero-śmieciowcy. Do najczęściej wymienianych należą:

REFUSE

REDUCE

REUSE

RECYCLE

REFUSE (ODMÓW) – jeżeli czegoś naprawdę nie potrzebujesz odmów. Może to dotyczyć wszystkiego – od reklamówki przez impulsywne zakupy w kolejce do kasy w markecie, słomkę w knajpie czy kawiarni po siedemnastą spódnicę w szafie. Poświęć teraz minutkę lub dwie na przenalizowanie ostatniej wizyty w sklepie – czy było tam coś czego tak naprawdę nie potrzebowałeś? Ile razy myślimy po kolejnej przegryzce „niepotrzebnie zjadłem/-am ten batonik”…? Nasze zdrowie, sylwetka czy nawet kwestia niepotrzebnego wydatku to jedna sprawa, druga sprawa to to, że śmieć został na zawsze na Ziemi. Nikt go nie zrecyklinguje, nigdy się nie rozłoży, to że wyrzucimy go grzecznie do kosza i zniknie nam z oczu nic nie znaczy. A teraz wyobraź sobie ile mogłeś tych batoników już w życiu zjeść? Wyobraź sobie stertę opakowań po tych wszystkich batonikach w jednym miejscu, czy jest wyższa od Ciebie? Moja chyba jest. To, że leżą rozproszone po różnych wysypiskach, zaorane, zasypane ziemią nie zmienia postaci rzeczy, że tam są. Zostaną po mnie na zawsze.

Odmawiać można również bezsensownie pakowanych produktów – dlaczego jedna włoszczyzna może być spięta gumką a druga jest pakowana w plastikowe pudełko? Winogrona mogą sobie leżeć w skrzyneczce luzem lub w papierowych torebkach albo być w foliowej torebce i to jeszcze ze strunowym zapięciem nie wiadomo po co? Dlaczego niektóre jajka są pakowane w plastikowe albo styropianowe foremki, hello?

REDUCE (ZREDUKUJ) – wracając do naszego batonika – można pewnie znaleźć kilka sytuacji gdzie mniej ortodoksyjne podejście do życia bez śmieci „usprawiedliwi” konsumpcję tegoż. Nikt nie lubi jak z powodu spadku poziomu cukru we krwi robi mu się czarno przed oczami albo trzęsą się ręce, jeżeli nie masz pod ręką nic innego to można pewnie tego batonika zjeść. Z tych „wyjątkowych” sytuacji i tak niemała kupka opakowań się uzbiera.

Nikt nie oczekuje również od nikogo, że będzie chodził po ulicy jak go Pan Bóg stworzył, wręcz przeciwnie, uważam, że ubiór jest bardzo ważny a zakupy tego typu bardzo przyjemne ale można zadać sobie pytanie czy chęć posiadania kolejnej nowej rzeczy jest na pewno dobrze umotywowana.

REUSE (UŻYJ PONOWNIE) – tu chyba zaczyna się największe pole do popisu dla początkujących. Po prostu zrezygnujmy ze wszystkich produktów jednorazowych, które z definicji są śmieciem praktycznie od początku. Reklamówka czy woreczek foliowy – średnio w użyciu przez 5 minut – nigdy nie zniknie z Ziemi (no może po kilkuset latach ale wg. mnie tę perspektywę czasową możemy śmiało określać jako „nigdy”), ręczniki papierowe, sztućce jednorazowe, słomki, kubki jednorazowe, opakowania po jedzeniu na wynos. Nawet nie chcę sobie wyobrażać tej góry, która po mnie pozostanie z dotychczasowego życia.

Interesujące jest to, że jeżeli rozmawiam z pokoleniem babć i mam każda powie to samo – kiedyś tego nie było i żyliśmy, z torbą wielorazową, szklanką, szmatką, ściereczką. Oczywiście większość z tych kobiet teraz korzysta z „dobrodziejstwa” jednorazówek ale czy to jest naprawdę dobrodziejstwo? Czy przyszłość tej planety nie jest warta wygrzebania fusów z kubka po liściastej herbacie kupionej na wagę do własnej puszki?

Jesteśmy bombardowani tymi produktami, nie tylko w sklepie ale w reklamach, lokowaniu produktów w programach kulinarnych – wydaje się że każdy tak robi i że to jest ok, że jak wytrę ręce tym ręcznikiem papierowym który urywa uczestnik programu-konkursu kulinarnego prawie uderzając rolką w obiektyw kamery to już tak będę gotować. Tym czasem jak wytrę te ręce w fartuch czy ścierkę bawełnianą, którą dorzucę do pranych w sobotę ręczników to podejrzewam że efekt kulinarny będzie taki sam.

W końcu RECYCLE (ODZYSKUJ) – tu mamy największe moim zdaniem „oszustwo” i uśpienie naszej czujności. Fakt, że większość nieorganicznych śmieci trafia do pojemnika na odpady segregowane nie oznacza po pierwsze, że w 100% przekazane w odpowiednie miejsce i odzyskiwane, po drugie, że nie zużywa się do tego energii, wody i innych zasobów, po trzecie, że to nic nie kosztuje. Dlatego najczęściej wymienia się to „R” na końcu jeżeli nie zastosowaliśmy poprzednich trzech.

Odzyskiwanie z resztą to nie tylko kosz na surowce wtórne – to również mały recykling w naszym gospodarstwie domowym. Jeżeli mam już coś jednorazowego to staram się użyć tego więcej razy – trafiło się ktoś przyniósł mi coś w reklamówce, przepłucze ją, złożę i wezmę na zakupy jeżeli akurat nie będę w nastroju na wzbudzanie „sensacji” workiem na marchewkę uszytym z pościeli. Kelner przyniósł napój ze słomką pomimo tego, że przy zamówieniu poprosiłam żeby było bez słomki – wezmę ją, przepłuczę albo jeszcze raz czy dwa jej użyję albo trafi jako materiał do jakichś prac plastycznych u synka. Pocięte błędne wydruki z pracy są genialnymi karteczkami do notatek. Tu już tylko kreatywność może wyznaczać limity i generalnie poziom tej kreatywności i satysfakcji zdecydowanie rośnie z czasem.

Ok, podsumowując takie najprostsze sposoby, które nie powinny sprawić problemu nikomu:

  1. Wrzucić do torebki lub plecaka wielorazową torebkę na zakupy (można kupić taką materiałową, która składa się do zawiniątka wielkości połowy paczki papierosów i jest leciutka).
  2. Zorganizować sobie kilka torebek na zakupy owocowo – warzywne (kilka reklamówek które są już w domu, woreczek na pranie bielizny (taki siateczkowy do kupienia w wielu sklepach), specjalnie uszyty woreczek itd.) lub po prostu wrzucać te produkty do koszyka luzem.
  3. Zrezygnować lub chociaż trochę ograniczyć jedzenie na wynos – gotując swoje obiady do pracy nie tylko wiemy co jemy ale pewnie zapłacimy też mniej. Jeżeli już naprawdę nie mamy czasu to ugotowanie większej porcji w niedzielę i zredukowanie chociaż poniedziałkowego opakowania z obiadu na wynos to już -20% w naszych lunchowych odpadkach. To bardzo dużo. A jeżeli jest taka możliwość żeby raz w tygodniu dodatkowo zjeść gdzieś poza pracą gdzie dają talerz i sztućce to już -40%. Wszystko się liczy.
  4. Zajrzeć do kuchennych szafek i wybrać produkty, które można łatwo kupić bez opakowania i nie trzeba ich kupować zbyt często – takie są najłatwiejsze na początek – kawa ziarnista jeżeli takiej używamy, czy herbata liściasta kupiona w sklepiku czy stoisku w centrum handlowym raz na miesiąc do ładnej puszki w niczym nie „obniży naszego standardu życia” a tylko smakowo czy jakościowo może nam wyjść na lepsze. Owszem trzeba potem te fusy wygrzebać z zaparzaczki lub dna dzbanka ale umówmy się, że jesteśmy gotowi na to poświęcenie.
  5. Ja osobiście jeżeli nie jem w restauracji z gwiazdką Michelin czy w innym pięknym miejscu z białymi obrusami a raczej w barze mlecznym lub innej jadłodajni nie uważam tego za wstyd, że (jeżeli mam ze sobą bo wychodziłam z domu z myślą, że będę w takim miejscu) zapakuję resztę jedzenia w pojemnik i wezmę ze sobą. Zdarzyło się Wam na pewno poprosić obsługę o spakowanie reszty na wynos – dlaczego nie mielibyśmy zrobić tego sami jeżeli mamy pudełko? Nie dość że zaoszczędzimy kasę to jeszcze jeżeli nie musimy ugotować lunchu na jutro lub czegoś na kolację to oszczędzasz czas i śmieci, które wyprodukowalibyśmy przy tym kolejnym posiłku.
  6. Wielorazowa butelka na wodę to też zakup, który można poczynić. Warto zainwestować w dobrą firmę, której butelki od środka wyściełane są nieszkodliwą substancją izolującą napój od aluminium, z którego w większości przypadków są wykonane takie butelki. Plastikowe bidony pomijam z wiadomych względów.

A tak z ręką na sercu – najłatwiejszą i najszybszą zmianą jest ta chwila refleksji, która powinna towarzyszyć nam na każdym kroku. Wtedy wszystkie powyższe nawyki same wejdą w krew. Nie ma ty rozwiązań zerojedynkowych – wszystko albo nic, nieprawda. Każda najmniejsza decyzja jest na wagę złota. Największym wrogiem jest taki poniekąd bezmyślny automatyzm – zostało coś z obiadu – automatycznie odrywam kawał folii aluminiowej albo spożywczej i obwijam talerz, potem hyc do kosza, a przecież można przykryć drugim talerzem, przełożyć do pudełka czy słoika, wystarczy pół sekundy refleksji, że ta folia nie dość, że szkodliwa dla zdrowia zostaje na Ziemi na zawsze.

I na koniec coś od czego w zasadzie mogłam zacząć. Niektórzy dorzucają dodatkowe „R” w postaci REALIZE (uświadom sobie). Jest to pierwszy krok, który ma nas zmotywować do kolejnych. Czy Ty zdajesz sobie sprawę z potrzeby zmiany, czy może traktujesz swój kosz na śmieci jak magiczną maszynkę „znikającą” śmieci?

Dodaj komentarz