O czym to będzie?

Jako główny temat bloga chciałam wybrać minimalizm lub ideę życia bez śmieci. Nie umiałam się zdecydować a w zasadzie chyba nie muszę. Tematy są ze sobą ściśle powiązane i myślę sobie że dadzą też trochę różnorodności.
Pierwsza pojawiła się fascynacja ideą zero waste. Zawsze staraliśmy się zwracać uwagę na kwestie związane z ilością „produkowanych” przez nas śmieci. Używaliśmy wielorazowych toreb na zakupy, woleliśmy w rękach przynieść dwie – trzy rzeczy z małych zakupów niż brać kolejną reklamówkę, rzadko używaliśmy folii aluminiowej, przygotowywaliśmy swoje lunche w domu, żeby ograniczyć jednorazowe opakowania używane przy daniach na wynos i starannie segregowaliśmy śmieci. Z resztą nie tylko w kwestii codzienny zakupów. Nie jest tajemnicą, że uwielbiam zakupy w second handach, lubię przerabiać ubrania i w ten sposób tworzyć rzeczy, których nie ma nikt inny. Nasz syn w większości nosi używane ubranka „odziedziczone” po kuzynach a jeżeli chodzi o zabawki to w pierwszej kolejności sprawdzamy co można kupić z drugiej ręki. I wreszcie inne zakupy – rowery, wózki dla syna, monitory do komputera. Oczywiście rzeczy używane są też po prostu tańsze.
No i super, no i myśleliśmy – robimy dużo, gdyby wszyscy robili tyle co my to byłoby super. Wtedy gdzieś usłyszałam o czteroosobowej rodzinie w Stanach, która w 2014 roku wyprodukowała słoik śmieci. W pierwszej kolejności pomyślałam, że się przesłyszałam bo przecież to niemożliwe. Powiedziałam mężowi, doszliśmy do wniosku że pewnie chodzi o to co nie nadaje się do recyclingu czy się szybko nie rozkłada tak jak obierki czy resztki jedzenia. No ale nadal… słoik? Przez cały rok? Cztery osoby? Jacyś kosmici czy dziwaki… zostawiliśmy temat nawet nie zaglądając do netu w poszukiwaniu większej ilości informacji.
W pewnym sensie nie dawało mi to jednak spokoju, w końcu dotychczasowy styl życia mieliśmy „obcykany” więc skoro innym udaje się robić więcej, to dlaczego my nie moglibyśmy spróbować żyć w ten sposób. Zaczęliśmy czytać, oglądać materiały dostępne na temat stylu życia zero waste i robić nasze pierwsze małe kroki. Na początku wydaje się, że „poziom pro” czyli słoik na rok jest nieosiągalny a nawet nie jestem pewna czy chcemy iść tak daleko, znów myślimy, że gdyby tylko więcej ludzi zaczęło myśleć podobnie…
Przecież człowiek żyje na tej planecie ograniczoną ilość lat a śmieci, które produkuje zostają po nim na setki lat. No z matematycznego punktu widzenia nie wygląda to najlepiej. Z drugiej strony – dla tych, którym środowisko naturalne nie leży aż tak na sercu – to musi się również kalkulować, ile razy można płacić za śmieci? Najpierw płacimy za opakowania, do których wyprodukowania zużywane są różne materiały i energia, potem płacimy za wywóz śmieci i ich utylizację, pytanie tylko na ile wierzymy w to, że to co wrzucamy do kosza przeznaczonego na surowce wtórne faktycznie jest odzyskiwana – a jeżeli tak to znów – ile to nas jako społeczeństwo kosztuje?

Dodaj komentarz