Minimalizm

Pierwsze kroki w ograniczaniu ilości śmieci przyniosły naturalną refleksję, że nie da się utrzymać dotychczasowego stylu życia i przełożyć go 1:1 na zero waste. Mniej więcej w tym samym czasie natknęłam się na artykuł w Twoim Stylu na temat minimalizmu jako nowej mody. Po pierwsze jestem podatna na tego typu sprawy, po drugie wydało mi się to w sposób naturalny uzupełnieniem zmagań z ograniczaniem śmieci. Nie kupujesz = nie ma opakowania, plastiku, folii etc. Zainspirowana panami z bloga The Minimalist zaczęłam od 30 dniowego wyzwania polegającego na usunięciu z domu w pierwszym dniu jednej rzeczy, w drugim dwóch, trzecim trzech i tak aż do 30. Łącznie 465 rzeczy. Ćwiczenie mocno otwierające oczy. Ile można mieć w domu rzeczy (poupychanych po szufladach, szafkach, schowkach), których albo już nie potrzebujesz albo nigdy nie potrzebowałeś? Każda z osobna nie kłuje w oczy tak mocno jak wszystkie razem zebrane w jednym miejscu. Inni, którzy podjęli podobne wyzwanie powtarzali te same określenia – „odzyskanie kontrolni nad przestrzenią”, „otwierające oczy”, „wciągające”. To ostatnie to chyba najfajniejsze w tym wszystkim. Nie potrzeba robić wielkich rewolucji – wystarczy pierwszy mały krok, potem Cię wciąga.
Na pierwszy ogień poszło oczyszczenie przestrzeni ale kluczowe są dalsze kroki. Ściśle powiązana z zero waste jest zmiana podejścia do jedzenia, planowania zakupów, sposobu robienia zakupów, sposobu robienia posiłków, minimalizowania resztek. Tu też już mamy pewne osiągniecia i pomysły, którymi będę się dzielić.
Last but not least, ograniczenie konsumpcji w szerszym znaczeniu. Trzeba zadać sobie to pytanie – co najczęściej skłania nas do zakupów, czy jest to motywacja wewnętrzna czy zewnętrzna, kupuję dla siebie czy żeby pokazać innym? I tu można dojść do ciekawych wniosków.
W jednej i drugiej kwestii sięgnęłam po ołówek, bo bez ołówka i Excela ani rusz. Jak zmieni się budżet naszego gospodarstwa domowego i co nam to da, mam nadzieję znaleźć odpowiedź na te pytania.

Dodaj komentarz