Dlaczego jej zaufałam?

Tyle pomysłów, tak mało czasu, a może brakuje wytrwałości i konsekwencji, żeby coś ”pociągnąć” do końca? Zanim zdążę zasiąść do klawiatury żeby napisać o tym co aktualnie mam na tapecie już zaczynam jakąś nową fanaberię i w głowie powstaje kolejny zarys nienapisanego nigdy postu. Chyba czas po prostu zacząć pisać.

Zaczynam od ostatniego mojego odkrycia – KonMari czyli metody sprzątania Marie Kondo.

Autorka „Magii sprzątania” obiecuje, że dzięki niej posprzątamy raz i już nigdy nie będziemy musieli tego robić ponownie… Hm, kuszące… Kto by tak nie chciał?

Zanim jednak o sprzątaniu – mam po przeczytaniu tej książki jeszcze jedną refleksję na marginesie – w pewnym sensie tę samą książkę można przeczytać na kilka sposobów, ktoś powie, że jest to książka jakiejś wariatki, która rozmawia z domami, rzeczami i ubraniami a ktoś inny wyciągnie z niej tylko te wskazówki, które przemawiają do niego, doceni zdobytą wiedzę i powie, że to bardzo dobra książka. Zdecydowanie jestem w tej drugiej grupie. Nie, nie będę się pewnie witać z mieszkaniem po powrocie do niego i nie uważam żeby skarpetki potrzebowały należnego odpoczynku w szufladzie bo tak ciężko na co dzień pracują w moich butach ale wizja uporządkowanego mieszkania w ten sposób, że zachowujemy tylko te przedmioty, które lubimy i które wzbudzają w nas radość (to główna zasada KonMari) już bardziej do mnie przemawia. A może nawet w tych z pozoru dziwacznych zachowaniach jest jakiś drugi sens? Może to „nawiązywanie relacji” z przedmiotami o którym pisze – staranne składanie ubrań, dziękowanie im za to, że danego dnia nas ogrzały, sprawiły nam przyjemność lub dziękowanie za całokształt przed pozbyciem się danej rzeczy tak naprawdę pozwoli nam docenić tę ograniczoną liczbę przedmiotów, które powinniśmy zachować na końcu tego procesu? Takie składanie ubrań na sposób KonMari, staranne wygładzanie fałdek i zwijanie w charakterystyczne stojące zawiniątko – strata czasu czy może okazja na chwilę refleksji? Skąd jest materiał? Kto to uszył? Czy jest to porządna rzecz, która mi posłuży czy może jednorazówka, która po trzecim praniu nie wyglądała już najlepiej? Czy ta rzecz mi wystarczy czy może potrzebuję kolejnych trzech podobnych? Kiedy to kupiłem/-am, czy był to zakup przemyślany czy impulsywny? Ja tak trochę mam, nie rzucam już ubrań (lub bardzo staram się nie rzucać) byle gdzie i byle jak. Tak, mogę powiedzieć, że dzięki poświęconej im uwadze inaczej na nie patrzę.

Co do zasady Marie nie odkrywa przysłowiowej Ameryki: 1) Ogranicz stan posiadania, pozbądź się wszystkiego co nie wyzwala w tobie radości. 2) Znajdź odpowiednie miejsce dla każdej rzeczy, którą zdecydujesz się zachować. 3) Zawsze odkładaj rzeczy na miejsce. Tylko tyle i aż tyle. Oczywiście jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Autorka zaleca podejście polegające na wielkim bum na pierwszym etapie czyli przy wyrzucaniu rzeczy. W całej książce mówi wciąż o „wyrzucaniu”, „napełnianiu worków” etc. Oczywiście ma to mało wspólnego z podejściem zero waste, gdzieniegdzie nieśmiało wspomni, że chodzi o pozbycie się rzeczy w sposób odpowiedzialny ale co do zasady większą wartość widzi w tym, że osoba po takich porządkach zmieni radykalnie sposób w jaki patrzy na zakupy i pomnażanie dobytku a co za tym idzie przyszłymi „zasługami” odkupi tę falę śmieci.

KonMari zaleca określoną kolejność wg której mamy analizować swoje graty – od zasobu, który w najprostszy sposób nauczy nas tej charakterystycznej dla niej analizy – to daje mi radość więc zostaje, tamtego powinnam się pozbyć – czyli ubrania, przez książki, papiery, rzeczy różne po przedmioty o wartości sentymentalnej – zanim dojdziemy do zdjęć i pamiątek mamy być już biegli w wychwytywaniu rzeczy które chcemy zachować. Bo jak podkreśla autorka powinien to być pozytywny proces – nie decydujemy o tym co mamy wyrzucić tylko o tym co chcemy zachować.

Całość sprzątania może zając do pół roku. Zaczęłam od własnej szafy, praktycznie połowa moich rzeczy pojedzie do zaprzyjaźnionego domu dziecka. I tu rodzi mi się kolejne pytanie – dlaczego zaufałam jej tak mocno, że postanowiłam pozbyć się połowy swoich ubrań? Ile razy pożałuję tej decyzji? Zatrzymałam się na codziennych ubraniach, pozostały mi ubrania specjalne (sportowe etc.), dodatki, bielizna i buty. Mam nadzieję, że w Święta znajdę chwilę na ciąg dalszy i na krótki opis moich „osiągnieć”.

Wesołych i spokojnych Świąt!

 

Dodaj komentarz